Wyszków Viscobar
Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rodzinne wspomnienia – wyszkowska saga cz. IV

wtorek, 1 Kwiecień 2014

 
fot. Archiwum
Świadectwo Ukończenia Gimnazjum Ogólnokształcącego w Wyszkowie przez Kazimierza Brejnaka 
 
 
Słowa profesor Kruczyńskiej wypowiedziane do Kazimierza Brejnaka podczas lekcji opisanej przez jego kolegę ze szkolnej ławki Eugeniusza Daszkowskiego, (…) a swoją drogą ty już powinieneś studiować na Politechnice, bo ja sobie z tobą nie daję rady (…) okazały się prorocze. 
 
 
Co ciekawsze, już po zdaniu egzaminów na Politechnikę, na prośbę dyrektora liceum, Kazimierz Brejnak przyjmuje propozycję objęcia posady nauczyciela matematyki w klasie maturalnej. Jego niedawni nauczyciele stają się kolegami z pokoju nauczycielskiego, a młodsi koledzy i koleżanki uczniami których ma przygotować do matury. W historii liceum wyszkowskiego jest to chyba jedyny taki przypadek… Zapraszamy do pasjonującej lektury.
 
Marek Filipowicz
 
Na pewno były to ciężkie lata dla moich dziadków, musieli zadbać o wychowanie i wykształcenie 6-ga dzieci. Kazimierz kończył już liceum, kiedy w 1948 urodził się najmłodszy Andrzej, było między nimi dwadzieścia lat różnicy. Na szkolnym świadectwie zachowało się zdjęcie mojego ojca z tamtych lat. Ubrany jest w marynarkę,  w której przechodził całe gimnazjum i liceum, a potem pierwszy rok studiów. Marynarka pochodziła z paczki od jednej z sióstr babci, która wyemigrowała do Ameryki (USA) w połowie lat trzydziestych. W ciężkich, pierwszych, powojennych latach przysyłała paczki całej rodzinie. Wszyscy byli jej za to bardzo wdzięczni.
Słowa pani profesor Kruczyńskiej, spełniły się i w 1949 roku Kazimierz Brejnak zdał pomyślnie egzaminy na Wydział Lotniczy Politechniki Warszawskiej. Zanim jednak rozpoczął naukę wydarzyła się historia o której często wspominał, bo wtedy też decydowały się losy jego dalszego życia. Wyniki egzaminów na Politechnikę zostały oficjalnie wywieszone w piątek popołudniu, na liście przyjętych znalazło się nazwisko mojego ojca. W piątek nie można już było uzyskać żadnego oficjalnego dokumentu potwierdzającego ten fakt, dokumenty miały być wydawane od poniedziałku rano. Niestety również na poniedziałek mój ojciec otrzymał nakaz stawienia sie na komisji wojskowej w Pułtusku, gdzie wszyscy którzy nie wykazali się dokumentem potwierdzającym kontynuowanie nauki byli powoływani do odbycia służby wojskowej. Oficer prowadzący rekrutację wysłuchał spokojnie relacji mojego ojca i po pełnej napięcia chwili oznajmił, że skoro zdał na studia to powinien się dalej uczyć, a w papierach wpisał odroczenie służby wojskowej. Nieznany oficer okazał się rozumnym i ludzkim człowiekiem, a przecież łatwo w owych czasach było trafić na prostego służbistę,  odpornego na argumenty. 
Rok 1949 naznaczony tragedią śmierci kolegi z ławy szkolnej, pełen jest zmian i wydarzeń. Już po zdaniu egzaminów na Politechnikę, ojciec mój otrzymuje propozycję, a jednocześnie prośbę od dyrektora liceum o objęcie posady nauczyciela matematyki w klasie maturalnej. Musi połączyć studia na pierwszym roku z cotygodniowymi przyjazdami na sobotę i niedzielę do Wyszkowa. Jego niedawni nauczyciele stają się  kolegami z pokoju nauczycielskiego, a młodsi koledzy i koleżanki uczniami których ma przygotować do matury. Jest to na pewno jeden z nielicznych przypadków, kiedy uczeń liceum, w następnym roku po zdaniu matury staje sie nauczycielem w tym samym liceum (w historii liceum wyszkowskiego chyba jedyny taki przypadek). Wir życia znacznie przyspieszył. Z jednej strony musi wdrożyć się w życie studenckie w Warszawie, gdzie mieszka w akademiku przy Placu Narutowicza. Wiele lat później w tym samym akademiku zamieszka jego najmłodszy brat Andrzej, student Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych (jego studia przypadną na okres rozruchów studenckich 1968 roku). Z drugiej strony podołać obowiązkom pierwszej pracy w szkole. Również w okresie studiów zaczyna udzielać korepetycji z matematyki i fizyki aby zdobyć własne pieniądze i ulżyć rodzicom. W dorosłe życie zaczyna wkraczać po kolei jego rodzeństwo. Brat Stanisław jeszcze w okresie jego studiów na Politechnice, dostaje się na Wydział Weterynarii, wówczas na Uniwersytecie Warszawskim. Wszyscy kończą to samo liceum w Wyszkowie. Mieszka w czteroosobowym pokoju w akademiku i tam też sie stołuje. Przyjaźnie studenckie, szczególnie z kolegami ze wspólnego pokoju przetrwały całe życie. 
Na Wydziale Lotniczym wybrał specjalizację – budowa silników. 18 lutego 1953 roku otrzymał Dyplom Ukończenia Studiów Wyższych nr 8591. Również ten sam wydział, który w międzyczasie zmienił nazwę na Wydział Mechaniczny, Energetyki i Lotnictwa ukończył w 1979 roku jego syn Jacek (specjalność silniki lotnicze) i w 1980 roku bratanek Adam (syn Stanisława) – specjalność osprzęt lotniczy.
Cdn.
Jacek Brejnak

Kategoria: Wyszków znany i mniej znany

Tagi: , ,

Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź


Liczniki