Wyszków Viscobar
Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rodzinne wspomnienia – wyszkowska saga cz. V

wtorek, 8 Kwiecień 2014

fot. archiwum
Kazimierz Brejnak po podjęciu pierwszej pracy w Świdniku
 
Kariera zawodowa Kazimierza Brejnaka w przemyśle lotniczym rozpoczęła się od nakazu pracy, za sprawą którego znalazł się w rozwijającym się pod Lublinem Świdniku. Tam też poznaje swoją przyszłą małżonkę Stefanię a na świat w 1955 r. przychodzi pierwszy syn Jacek – autor poniższych wspomnień oraz w 1957 r. syn Marek. 
 
C.d.
 
Ukończenie studiów wiązało się z następnym wyzwaniem, podjęciem pracy. W latach pięćdziesiątych absolwentów studiów obowiązywał tzw. nakaz pracy. Kazimierz otrzymał nakaz pracy w fabryce sprzętu lotniczego WSK-Świdnik w Świdniku koło Lublina. Była to nowa fabryka, budowana praktycznie od podstaw w pobliżu otwartego tuż przed II Wojną Światową lotniska, które było również wykorzystywane przez Niemców w czasie okupacji. W latach 1950-53 wybudowano podstawowe obiekty produkcyjne fabryki. Równocześnie obok fabryki, na polach rolniczych budowano nowe miasto, w typowej socrealistycznej architekturze. Bloki, wówczas wszystkie nieotynkowane, z czerwonej cegły, chodniki i brukowane ulice bez asfaltu (który położono dopiero na początku lat 60-tych),  powstawały bezpośrednio w sąsiedztwie pól uprawnych i już po kilku minutach marszu można było znaleźć się w typowej rolniczej okolicy. Latem, gdy wiał lekki wiatr dochodził zapach koszonej trawy. Wiosną i jesienią, kiedy padały obfite deszcze tonęło sie w gliniastym, tłustym błocie, jakże innym niż piaski Mazowsza. Większość mieszkańców (pod koniec lat 50-tych Świdnik liczył około 7 tysięcy mieszkańców) stanowili młodzi ludzie skierowani tak jak mój ojciec do pracy po studiach, lub szukający nowych lepszych perspektyw życia. W tej sytuacji, czemu trudno się dziwić, nastąpił wkrótce wielki boom demograficzny, którego apogeum nastąpiło w 1955 roku. Świdnik w owym okresie był miastem młodych małżeństw i dzieci.
W roku 1953 również nakaz pracy do Świdnika otrzymała moja mama Stefania Kuracka, absolwentka Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Poznaniu. Podobnie jak mój ojciec pochodziła z chłopskiej rodziny z pogranicza ziemi łowickiej i sochaczewskiej. Rodzice wzięli ślub 24.08.1954 roku w kościele dominikanów w Lublinie, gdzie pojechali pociągiem. W Świdniku, zgodnie z komunistycznymi założeniami nie wybudowano jeszcze kościoła. Na uroczystości byli tylko najbliżsi przyjaciele – około 10 osób. Mama przebrała się w białą, skromną suknię ślubną w zakrystii, po uroczystości wykonano jedyne zdjęcie ślubne, które zawsze wisiało oprawione w ramkę na ścianie u dziadków w Wyszkowie. Wisiały tam wszystkie ślubne zdjęcia dzieci i kolejnych wnuków. Szczęśliwie młodzi małżonkowie dostali wkrótce własne mieszkanie.
30 czerwca 1955 roku urodził się ich pierwszy syn Jacek (autor niniejszych wspomnień). Urodziłem się w Lublinie, gdyż w Świdniku nie było jeszcze szpitala, ani izby porodowej. 27 grudnia 1957 urodził sie mój brat Marek – już w Świdniku.
Ojciec mój rozpoczął swoją pracę w WSK-Świdnik od  komórki wojskowej kontroli technicznej – praktycznie cała produkcja fabryki w tym okresie przeznaczona była na cele wojskowe (produkowano tam części do samolotu Mig-15). Wiedza inżynierska zdobyta na studiach, poparta wpojoną od dzieciństwa chłopską wytrwałością i obowiązkowością została dostrzeżona przez przełożonych. W roku 1961 został powołany na stanowisko Głównego Inżyniera (Szefa Produkcji), odpowiedzialnego za całą produkcję fabryki i realizację ustalanych wówczas odgórnie planów produkcyjnych. Pamiętam z tych lat późne powroty ojca z pracy, a pod koniec miesiąca, kiedy zamykano miesięczne plany produkcyjne częste noce spędzone w fabryce.  Wprawdzie mieliśmy wtedy w domu, jako nieliczni telefon służbowy, ale najczęściej dzwonił on gdy ojciec musiał pilnie jechać do zakładu. W połowie lat 60-tych otrzymał powołanie na Dyrektora Technicznego WSK-Świdnik. Koordynował wdrożenie do produkcji śmigłowca Mi-2 (na radzieckiej licencji biura konstrukcyjnego Mil, ale nigdy nie produkowanego w ZSRR). Ogółem wyprodukowano ponad 5500 sztuk tego śmigłowca.  Był autorem i współautorem kilku patentów i licznych wniosków racjonalizatorskich.
W okresie tym kontynuował również pracę dydaktyczną i wykładał w powołanym w 1961 przy fabryce Technikum Mechanicznym, którego w latach 1961-62 był dyrektorem.
Druga połowa lat 50-tych oprócz radosnych nowin związanych ze ślubami i narodzinami wnuków, przyniosła również moim dziadkom smutne wydarzenia. Na pewno dumni byli z edukacji i dyplomów wyższych studiów kolejnych swoich dzieci (kolejnym synem, który rozpoczął studia w Warszawie był Czesław – na kierunku technologia drewna Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego), jednak sprawą która pochłonęła uwagę wszystkich była choroba mojego dziadka Stanisława. Niestety był to nowotwór płuc, który w owym czasie był praktycznie chorobą nieuleczalną. Pomimo wysiłków lekarzy m.in. z Kliniki Chorób Płuc w Warszawie przy ulicy Płockiej, Stanisław Brejnak zmarł 1 listopada 1959 roku i został pochowany na cmentarzu w Wyszkowie. Był to niezmiernie trudny okres dla mojej babci. Zostawała sama na gospodarstwie z uczącymi się najmłodszymi dziećmi – Andrzej miał 11 lat, Marysia właśnie zdała maturę, a Czesław studiował w Warszawie. Okres choroby dziadka chyba najtrwalej związał psychicznie moją babcię z moim ojcem, który jako najstarszy syn pierwszy osiągnął stabilizację zawodową i cały czas wspierał rodziców w czasie choroby. Z późniejszych lat pamiętam ich rozmowy, nieraz spory, ale zawsze też częste pytanie babci – Kaziu, a co ty o tym myślisz? Myślę, że z czasem, w  pojęciu babci, mój ojciec zajął miejsce dziadka, jako głowa rodziny.
Śmierć dziadka splotła się z ogromnym sukcesem mojej babci, oto dawno temu zasiane przez inżyniera Jesionowskiego ziarno dało plon, bo było dobrze pielęgnowane przez prostą dziewczynę z małej kurpiowskiej wsi, która kiedyś bardzo chciała się uczyć, a teraz wykształciła wszystkie dzieci (i wszystkie przeszły przez wyszkowskie liceum, zanim część wyruszyła w świat). 
Cdn.
Jacek Brejnak

Kategoria: Wyszków znany i mniej znany

Tagi: , , ,

Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź


Liczniki