Wyszków Viscobar

Cud w Wyszkowie

wtorek, 1 Luty 2011

Związany z obrazem Matki Bożej, tzw. cud wyszkowski do dziś uważany jest za jeden z dwudziestu trzech najgłośniejszych, jakie miały miejsce w Polsce Ludowej od zakończenia II wojny światowej do połowy lat osiemdziesiątych XX wieku.

fot. Marek Filipowicz

Obraz – poruszające się jak żywe oczy Matki Boskiej – wzbudził ogromne zainteresowanie wyszkowian

Listę tę otwiera cud lubelski zauważony 3 lipca 1949 roku, który przez represyjny aparat państwowy potraktowany został jako jawny zamach na władzę ludową. W tym samym niemal czasie, w dniach 1-15 lipca miały miejsce wydarzenia w Pruszkowie, 10-go w podlubelskim Jastkowie, a w dniach 17-18 tegoż miesiąca podobne zjawisko obserwowano w Wyszkowie.
W Polsce Ludowej sprawy objawień były tematem raczej wstydliwym. Władze zawsze były im przeciwne, traktowano je, najłagodniej mówiąc, nieprzychylnie. Nie były wówczas na rękę ani władzy państwowej, ani kościelnej. Wiele z nich kończyło się represjami. Wydawano wieloletnie wyroki, a w czasach późniejszych – dociekliwie przesłuchiwano świadków oraz wymierzano bardzo wysokie i dotkliwe grzywny.
Kiedy w Wyszkowie miało miejsce to nadprzyrodzone zjawisko, sprawa podobnego cudu lubelskiego zdążyła już wywołać poważne reperkusje polityczne. Prasa wojewódzka, a później także ogólnopolska, w sukurs władzom w karykaturalny sposób donosiła o kolejnych zdemaskowanych ogniwach wielkiej mistyfikacji. Nie obyło się bez wielu prowokacji ze strony UB. Tłumowi wiernych zgromadzonych przed lubelską katedrą przeciwstawiono propagandowy wiec 25 tys. osób z transparentami o treści: „Nikt nas nie cofnie do średniowiecza!”, „Lublin nie będzie ciemnogrodem!”, „Precz z politykierami w sutannach!”, „Precz z organizatorami cudu!”. Ta zagęszczona atmosfera miała duży wpływ również na to, co działo się wówczas w Wyszkowie. Sprawą od ręki zajęła się miejscowa bezpieka.

fot. Marek Filipowicz

Fronton katedry w Lublinie (2011r.). Tu na schodach, po lewej stronie, w wyniku prowokacji UB – ckiej, w czasie cudu lubelskiego zginęła dwudziestoletnia dziewczyna spod Włodawy – Helena Rabczuk.

O wyszkowskim cudzie w po raz pierwszy usłyszałem wiosną 2001 roku. Umówiłem się ze znajomym, który prowadził obwoźny handel Tadeuszem Łapińskim na wyjazd do Rząśnika na targ. Kiedy rano zajechał pod mój dom, okazało się, że jedzie z nami również znana mi od dziecka pani Maria Grochowska, handlująca owocami i warzywami, która na co dzień prowadziła stragan przy ul. Białostockiej, nieopodal kościoła. Celem mojego wyjazdu był fotograficzny wypad na pobliskie Pulwy. Kiedy pani Maria usłyszała, gdzie zamierzam się udać, opowiedziała mi, jak w 1939 roku po wybuchu wojny wraz z moją babcią i wieloma innymi ludźmi z Wyszkowa uciekając przed Niemcami schronili się na Pulwach. Widząc moje zainteresowanie lokalną historią wspomniała również o cudzie, którego była bezpośrednim świadkiem.
W lipcu 1949 roku pani Maria, jako przyszła synowa państwa Grochowskich mieszkających przy ul. Szkolnej (w miejscu przeznaczonym dziś pod ratusz), często przebywała w ich skromnym drewnianym domu. 17 lipca około południa gospodyni, pani Marianna (przyszła teściowa Marii) oglądając wiszący na ścianie obraz – spostrzegła poruszające się jak żywe – oczy Matki Boskiej.
Do wieczora o zjawisku wiedziało już pół Wyszkowa. Obraz, a właściwie jego papierowa, podklejona cienkim płótnem przedwojenna reprodukcja, w domu państwa Grochowskich znalazł się za sprawą pani Pawlakowej, której mąż był zdeklarowanym komunistą. Nie wypadało mu trzymać takiego obrazu w mieszkaniu, stąd postanowiono pozbyć się go oddając rodzinie Grochowskich.
- Tłum ciekawskich był wielki, zajęte były wszystkie uliczki wokoło. Zniszczone zostały płoty u teściów, a także sąsiadów. Każdy chciał dotknąć lub chociażby spojrzeć na cudowny obraz – opowiadała pani Maria. – Wkrótce skromna chałupa wyglądała jak świeżo po wojnie. Powybijano wszystkie okna, zarwała się podłoga i kryty papą dach. Teściowi zginęła rolka nowej, dopiero co zakupionej papy, kilka kur i kot – mówiła.

fot. archiwum

Dom Grochowskich lata powojenne

Ostatecznie cudownym obrazem zajął się miejscowy wikariusz, który przeniósł go do kościoła św. Idziego i umieścił w kaplicy Matki Bożej. Po kilku dniach, kiedy zainteresowanie cudownym obrazem zmalało, przeniesiono go do cmentarnej kaplicy przy ul. Nadgórze, gdzie znajduje się do dziś.

fot. archiwum

Obraz do dziś znajduje się w cmentarnej kaplicy przy ul. Nadgórze

Za rzekome zorganizowanie wyszkowskiego cudu państwo Grochowscy zapłacili kilkuletnim pozbawieniem wolności. On był więziony dwa lata, po czym przyznał się do winy i został wypuszczony, ona nie załamując się spędziła w więzieniu trzy i pół roku. Wyszła po sprawie, w której bronił jej wyszkowski adwokat Kondracki, a przewodniczył znany sędzia Roze.
Proces ten doskonale pamięta Natalia Kwiatkowska, która była w nim świadkiem. Jako maszynistka pracowała wówczas w sądzie, który znajdował się przy ul. Armii Czerwonej (Pułtuska). Doskonale znała sędziego Roze, a jako świadek, opowiedziała się za niewinnością pani Grochowskiej, która po tejże sprawie odzyskała wolność. Dotychczasową odsiadkę zaliczono jej w poczet kary. Poniżej, jako ciekawostkę, przytaczamy państwu fragment dotyczący tamtych wydarzeń odnaleziony w wydanej w 1990 roku książce Kazimierza Rudnickiego pt. „Cuda i objawienia w Polsce 1949-1986”:

„Płaczą obrazy w Wyszkowie i Pruszkowie”
„Niejako równolegle do zjawiska w Lublinie, obserwowano w tym samym czasie dwa inne, podobne. W Pruszkowie pod Warszawą i w Wyszkowie. Rzuca się w oczy pewna analogia do cudu lubelskiego. Oto 17 i 18 lipca 1949 roku w Wyszkowie zdarzył się następujący przypadek:
W domu Marianny Grochowskiej, w komorze wisiał obraz przedstawiający Matkę Boską, z którym zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Oczy na obrazie jakby się poruszały. Grochowska im dłużej się temu przyglądała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że oczy zamykają się, a po chwili otwierają szeroko. Właścicielka obrazu wiadomość tę przekazała sąsiadom. Sprawą szybko zainteresowało się wielu ludzi. Wielu spośród nich stwierdziło, bez wątpienia to, co spostrzegła właścicielka. Został o tym powiadomiony ksiądz Fydryszewski, ale nie uznał tego za zjawisko, któremu należałoby nadać rozgłos i rangę, co by się stało przy oficjalnym zainteresowaniu się duchownego. Zresztą, miał wówczas nawał innych obowiązków, wyjeżdżał właśnie gdzieś w pilnych sprawach. Siłą rzeczy, problemem musiał zająć się wikary, ksiądz Budziak, który przeniósł obraz do kościoła uważając, że tam jest właściwe jego miejsce. Dziewiętnastego lipca wypadł dzień targowy, o nadzwyczajnym zjawisku dowiedziało się bardzo dużo ludzi. W kościele zgromadził się tłum. Nie pomagały perswazje obu księży, wciąż wzbierały się tłumy, które chciały obejrzeć obraz, pomodlić się; śpiewano pieśni maryjne. Po czterech dniach zmagań księży z napierającym tłumem wiernych, po intensywnym tłumaczeniu, że najprawdopodobniej chodzi o złudzenie – a nie, jak mniemała Marianna Grochowska – o objawienie, napływ wiernych zmalał. Zjawisku nie towarzyszyły żadne inne nadzwyczajne zjawiska.
W tym samym czasie, od 3 do 15 lipca tego samego 1949 roku obserwowany był płaczący obraz w Pruszkowie. Tutaj także duchowieństwo odniosło się do zjawiska powściągliwie, wyperswadowało wiernym myśl o cudzie, czy jakimkolwiek innym znaku niebios.

Postawa proboszcza Fydryszewskiego nie powinna dziś nikogo dziwić. Chciał jak najszybciej wyciszyć całą sprawę mając na uwadze zaciekłość, z jaką władze zwalczały podobne wydarzenie w Lublinie. Ogólnopolska, zależna od partii, ówczesna prasa urządziła na sprawców rzekomego „cudu” prawdziwą nagonkę. Jeszcze 19 lipca wyszkowski aktyw partyjny, wzorem Lublina, wydał w sprawie potępiającą rezolucję, która zamieszczona została w pracy Janusza Szczepańskiego z 1997 roku „Mazowsze Północne w XIX i XX wieku…”.
Oto jej treść:

Rezolucja w sprawie cudu w Wyszkowie – 19 lipca 1949
Zebrani na wiecu w dniu 19 lipca 1949 r. pracownicy spółdzielni, poczty, kolei, szpitala, oraz nauczycielstwo, po zaznajomieniu się z faktami rzekomego „Cudu”, mającego miejsce na terenie m. Wyszkowa – postanawiamy:
1. Z całą siłą przystąpić do zwalczania ciemnoty i analfabetyzmu, gdyż one to stanowią podłoże dla wszelkiego rodzaju podobnych zajść.
2. Stwierdzamy, że rzekomy cud, nie mający nic wspólnego z religią, jest nadużyciem i wykorzystywaniem wiernych a ciemnych ludzi, na przeciwstawieniu ich Polsce Ludowej i odbudowującemu krajowi.
3. Na wszelkiego rodzaju próby siania dezorganizacji i dywersji naszego życia gospodarczego pod płaszczykiem religii, będziemy się przeciwstawiali – demaskując inspiratorów.
4. Domagamy się od Władzy Ludowej jak najenergiczniejszego wszczęcia dochodzenia i ukarania winnych powyższych zajść.
Nie dopuścimy do rozbicia jedności narodowej dla machinacji polityczno-reakcyjnej. Zebrani zobowiązują się odpowiedzieć na to wzmożoną i wytężoną pracą dla Polski Ludowej. Niech żyje silna i potężna Polska Ludowa!”

Przed kilku laty o wyszkowskim cudzie jako pierwsi przypomnieli państwo Ela i Tomasz Stokarscy publikując artykuł na łamach tygodnika „Głos Wyszkowa”.

Marek Filipowicz
Justyna Pochmara

Kategoria: Wyszków znany i mniej znany

Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź


Liczniki